Zeno Howiacki

fot. Agnieszka Herman

Jako młody chłopiec lubiłem oglądać filmy o prawdziwych mężczyznach – odważnych, sprawiedliwych, uczciwych bohaterach, pomagających słabszym i potrzebującym, broniących prawdy i sprawiedliwości. Winnetou, Zorro, Janosik, Old Shatterhand. Marzyłem, żeby być choć trochę do nich podobny. Ale doświadczenia i przeżycia, moje traumy i programy z dzieciństwa, a w konsekwencji wady i nałogi doprowadziły do tego, że stałem się zupełnie kimś innym, czasami przeciwieństwem podziwianych przeze mnie mężczyzn.

Dziś wiem, że taki jest mój Los, a może przeznaczenie, że to było mi potrzebne, by się rozwinąć. I o ile myśli mnie zniewoliły, to uczucia, świadomość i trudna praca nad sobą wyzwoliły i niespiesznie staję się tym, na którego czekałem.

 

(…) Skupienie pielgrzyma pozwala mu pracować na samym sobą nad zmianą świadomości, które często nadchodzą, postaw, które bywają uwarunkowane. Pozwalają spotkać się z ojcem, wspomnieć krzywdy, a także jakże inaczej spotkać się z już nieżyjącą matką.

Te zmiany prowadzą do ostatecznego celu i nagrody za pielgrzymkę, symbolicznego spalenia ubrań i butów oraz oczyszczenia w lodowatym oceanie. Odtąd pielgrzym jest już innym, choć w gruncie rzeczy pozostaje sobą, tym samym, ale odrodzonym.

Po to, by pielgrzymka przyniosła taki rezultat, musi ona mieć duchowy, a nie tylko religijny charakter. Dla nas, którym pielgrzymki kojarzą się z hałaśliwymi wyprawami do Częstochowy, jest to zupełnie nowy, nieznany wymiar. Po to, by go dostrzec, warto zgłębić piękną książkę Zeno Howiackiego.

Wiktor Osiatyński (ze wstępu do książki „Moje Camino)

Shopping Cart